Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Przyjaciół "Nadzieja" w Legnicy

logo
Stronę odwiedzono 137695 razy, dzisiaj było 23 wizyt, wczoraj 24


Kronika 2007

29.12.2007
Zabawa Sylwestrowa

Zabawa Sylwestrowa

29 grudnia 2007 roku w szkole numer 20 w Legnicy odbył się Integracyjny Sylwester, na którym my jako Stowarzyszenie "Nadzieja" mieliśmy zaszczyt gościć. Jak się okazało taki Bal był organizowany już po raz 7-ty. W tym roku bawiło się około 300 osób z Legnicy, Jeleniej Góry, Bolesławca, Lubina oraz z Leśnej. Organizatorem tej imprezy było Duszpasterstwo Osób Niepełnosprawnych Diecezji Legnickiej, a patronat objął biskup Stefan Regmunt. Obecny był też biskup legnicki Tadeusz Rybak, prezydent Legnicy Tadeusz Krzakowski, oraz dyrektor tej szkoły Sławomir Mateja. Pomagali wolontariusze, którzy ustawiali się w kolejce po barszcz i inne smakołyki specjalnie przygotowane na tą uroczystość. Na stołach nie zabrakło przekąsek, był barszcz z uszkami, krokiety, wędliny, różne sałatki, bigos, parówki, mnóstwo słodyczy i napoje, oraz ciepła herbata.
Zabawa Sylwestrowa W tegorocznym Balu pomagało około 60 naszych wolontariuszy, jak podała Barbara Kruzel, szefowa Legnickiego Centrum Wolontariatu. I muszę przyznać, że ochotnicy mieli pełne ręce roboty, bo oprócz tego, że pomagali w roznoszeniu posiłków, to dodatkowo też bawili się razem z niepełnosprawnymi. Do tańca przygrywał nam zespół niestety nazwy nie pamiętam. Grali same najlepsze przeboje, te starsze jak i te trochę nowsze i dlatego między innymi ten Bal był taki udany, bo nie ma to jak dobra muzyka.
Przy wejściu na salę stali wolontariusze, którzy każdemu podopiecznemu przypinali serduszko z numerkiem, które było potrzebne m.in. aby policzyć ile osób niepełnosprawnych przyjechało na imprezę, oraz na potrzeby konkursu, który był zaplanowany podczas zabawy. Potem osoby odpowiedzialne za porządek kierowali wszystkich na miejsca, gdzie można było usiąść. Nas też chcieli skierować do prawego skrzydła, ale my mieliśmy już zajęte miejsca w skrzydle lewym, gdzie siedziało już większość osób z naszego Stowarzyszenia. Zabawa Sylwestrowa
Tylko co usadowiliśmy się za stołem a niemal zaraz nastąpiło oficjalne rozpoczęcie imprezy przez biskupa Tadeusza Rybaka. Dalszą przemową i zabawianiem gości zajął się już biskup Stefan Regmunt. No i zabawa zaczęła się na dobre, muzyka grała, wszyscy się wyśmienicie bawili, od czasu do czasu robili przerwę na mały posiłek lub żeby się czegoś napić po wyczerpującym tańcu. Gdzieś tak w połowie imprezy został zapowiedziany konkurs z nagrodami, a polegał on na losowaniu kartonika z numerkiem. Dana osoba losowała jakiś numerek, potem biskup Stefan Regmunt czytał wybrany numerek i szczęśliwie wylosowana osoba, czyli posiadacz właśnie tej cyferki dostawał nagrodę. Ja nie miałem szczęścia, ale niektóre osoby z naszego Klubu zostały wylosowane i dostały nagrody. Wszystkim tym, którzy coś wygrali składamy gratulacje. Po losowaniu znowu zagrała muzyka i wszyscy przystąpili do szaleńczej zabawy.
Zabawa Sylwestrowa Nieuchronnie zbliżała się godzina 21.30, a więc czas na który zaplanowano zakończenie zabawy. Były podziękowania i oklaski dla wszystkich, którzy włożyli swój wkład w to żeby taki Bal mógł dojść do skutku. Na koniec odbył się pokaz fajerwerków. A ten pokaz, to była już nie lada sztuka, wyglądało to po prostu rewelacyjnie i szkoda tylko, że trwało tak krótko, ale i tak było co podziwiać. Tego po prostu nie można opisać w słowach, to trzeba było zobaczyć na własne oczy.
Tegoroczny Sylwester uważam za udany. W porównaniu do tamtego roku, kiedy też miałem zaszczyt gościć na tej imprezie, nie było prawie żadnej różnicy. Było tak samo szampańsko i wybornie! Na koniec chciałbym podziękować wszystkim osobom, z którymi miałem zaszczyt zatańczyć chociaż jeden kawałek.

Tekst: Sławomir Darczuk

15.12.2007
Spotkanie Wigilijno - Mikołajkowe

Wigilia

Co roku w połowie grudnia, jak to w tradycji bywa, mamy swoją klubową Wigilię, na której spotykają się wszyscy członkowie Stowarzyszenia Nadzieja w Legnicy, aby wspólnie podzielić się opłatkiem, życzyć sobie wszystkiego najlepszego na Nowy Rok, a na końcu zasiąść do wspólnej wieczerzy. W tym roku takie spotkanie zostało zorganizowane w sobotę 15 grudnia, a poprowadził je pan Drozd.
Na wstępie przywitał wszystkich zebranych, podziękował hojnym sponsorom za to że przy ich pomocy nasze spotkanie mogło się odbyć. Następnie wyraził słowa uznania Wigiliadla pani Iwony oraz Doroty, za przygotowanie inscenizacji Jasełek, pogratulował tez osobom które brały w nich udział, a następnie wręczył Dyplomy i bombonierki za odwagę i włożoną pracę. Po wstępnych powitaniach i podziękowaniach, nastąpił czas na nasz występ, który przygotowywaliśmy przez dwa miesiące, biorąc udział w próbach. Przedstawienie nosiło tytuł: "Podróż z wartościami... podróż ku świętom... Złoty Aniołek". W skrócie chodziło o to, że w dzisiejszych czasach każdy jest zapracowany, zaganiany, zajęty swoimi sprawami, i nawet w święta nie ma czasu dla swoich bliskich, dla rodziny, jedyną osobą która stara się żeby ta Wigilia się odbyła jest mama i najmłodsza córka Agatka, która stara się pomóc mamie jak tylko najlepiej potrafi. W dzień WigiliaWigilii, następuje w tej rodzinie widoczna zmiana, mąż idąc do pracy, oznajmia żonie że dzisiaj wróci wcześniej, natomiast Agatka po rozmowie z Babcią i Dziadkiem, którzy jej powiedzieli że wszystko można zmienić, wystarczy tylko chcieć. Zbiera wtedy starsze rodzeństwo żeby im powiedzieć co myśli, padają wtedy takie słowa: "To znowu ja. Chcę wam coś ważnego powiedzieć. To nie jest uczciwe!!! Mama ciężko pracuje a my jej w tym nie pomagamy. Musimy to zmienić!!!" Tutaj z pomocą przychodzi jej tato, który wspomaga młodszą córkę tymi oto słowami: "Agatka ma rację, skoro wszyscy chcemy zasiąść do wigilijnego stołu to musimy sprawiedliwie pomóc w przygotowaniach". Po tej rozmowie i słowach Agatki, wszyscy wspólnie przystępują do pomagania w przygotowaniach do wieczerzy. Gdy zabłyśnie Wigiliapierwsza gwiazdka, cała rodzina siada do stołu, po wspólnej kolacji, następuje rozdanie prezentów, wśród upominków jest jeden szczególny, przygotowany specjalnie przez wszystkich, dla mamy. Na prezencie widniał duży napis OBIETNICA. W środku wypisane były następujące słowa: "OBIECUJEMY!!! Już zawsze wspierać Cię w domowych obowiązkach i pomagać, każdy na miarę swoich możliwości tak, aby Twoje święta nie były tylko czasem odpoczynku po ciężkich przygotowaniach, ale czasem przepełnionym radością jaką niesie ze sobą czas narodzin Dzieciątka. Wesołych ¦wiąt!!! Kochamy Cię bardzo". Teraz były to prawdziwe ¦więta, pełne radości i miłości, gdzie jedno życzliwe słowo potrafi zamienić wszystkie żale i smutki.
"PóĽno już...
Niedługo nadejdzie noc...
Dla Agatki i jej rodziny, będzie to noc spokojna i szczęśliwa."
Po tych słowach wypowiedzianych przez narratora, zapaliliśmy na scenie zimne ognie, a od publiczności zostaliśmy zasypani gromadą oklasków i zachwytów za wspaniale zagrane przedstawienie.
WigiliaPo części rozrywkowej naszego spotkania Wigilijno - Mikołajkowego przyszedł czas na aspekt bardziej duchowy. Odmówiliśmy modlitwę, którą specjalnie dla nas poprowadził zaprzyjaĽniony z naszym klubem ks. Tomasz Filipek. Dodatkowo, co jest już stałym programem takiego spotkania nasz klubowy kolega Staś odczytał przesłanie z Pisma ¦więtego. Następnie przystąpiliśmy do symbolicznego dzielenia się opłatkiem i składania sobie życzeń ¦wiątecznych oraz Noworocznych. Potem zasiedliśmy do stołu, spożyć tradycyjne dania Wigilijne, głównym posiłkiem był barszcz czerwony z uszkami, następnie pierogi, ryba po grecku i wiele innych tradycyjnych dań. W tle przygrywał nam zespół, który śpiewał kolędy i pasterołki.
Wigilia Niespodziewanie i z zaskoczenia zawitał w nasze skromne progi pan w czerwonym ubranku i z długą siwa brodą na którego na pewno z niecierpliwością czekały dzieciaki. Owy pan, jak się domyślacie, to nikt inny jak ¦więty Mikołaj, przyjechał do nas na saniach i przyniósł nam wspaniałe prezenty. Zrobiliśmy mu więc wygodne miejsce pod sceną, żeby czuł się jak u siebie w domu i czekaliśmy na nasze upominki. W tym czasie było bardzo głośno i wesoło, bardziej odważni śpiewali piosenki, kolędy, albo mówili wierszyki, wspomagani byli przez wyżej wymieniony zespół muzyczny, było więc co posłuchać i na co popatrzeć. Na zakończenie, jak co roku, mamy taka tradycję, więc tym razem nie mogło być inaczej, za mikrofon chwytają członkowie Stowarzyszenia i dają swój popis wokalny śpiewając kolędy jak kto najlepiej potrafi. Jednak muszę tutaj przyznać że nie było w tym roku zbyt dużo śmiałych i chętnych osób do kolędowania, a szkoda, przecież to taka piękna tradycja, a polskie kolędy zna na pewno każdy.
Najserdeczniejsze życzenia: Cudownych ¦wiąt Bożego Narodzenia, rodzinnego ciepła i wielkiej radości oraz nadzieję na Nowy Rok 2008, żeby był lepszy niż ten, co mija Życzy Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Przyjaciół "Nadzieja" w Legnicy, Do siego Roku :).

10.11.2007
Wycieczka do Zamku Książ

Wycieczka do Zamku Książ

W sobotni zimny ranek, o godz.8.45 zbiórka przed dworcem PKS i wyjazd autokarem na wycieczkę do Zamku Książ, jednego z największych zamków na Dolnym śląsku.
W czasie przejazdu mijaliśmy wiele ciekawych zabytkowych miejscowości takich jak Gross-Rossen (Biała Róża) i innych znajdujących się wzdłuż naszej trasy. O tym wszystkim opowiadała nam Pani Elżbieta, która cały czas opiekowała się nami. Po około godzinnej podróży dotarliśmy na miejsce. Autobus został na parkingu a sami spacerkiem przez Książański Park Narodowy poszliśmy do zamierzonego celu. Majestatyczny, samotny kolos , zawieszony na skale wśród morza zieleni. Wycieczka do Zamku Książ Niemy, lecz sugestywny świadek ponad 700 letniej burzliwej, międzynarodowej historii . U jego podnóża, głęboko w wąwozie o stromych porośniętych gęstym lasem ścianach, płynie i szumi jak przed wiekami niewielka rzeka Pełcznica. Przed wejściem do zamku stoją dwie zabytkowe armaty, jak by mówiły nam że to one pilnują tu spokoju i porządku! W środku przywitała nas druga pani przewodnik Pani Bożena, która opowiadała historię tego miejsca i oprowadzała nas po niektórych salonach, a my z uwagą słuchaliśmy jej opowiadań i było co oglądać!. Wycieczka do Zamku KsiążTak wielkie to zamczysko (pomieściło by 300 domków jednorodzinnych) , żeby go zwiedzić w całości potrzeba by było kilku dni lub nawet tygodni. Dlatego zwiedziliśmy tylko jego niewielką część.
Po sąsiedzku z Zamkiem jest zabytkowy obiekt "Stado Ogierów Książ". Wybudowany w pierwszej połowie XIX w. stanowił zamkową stajnię i powozownię. Posiada jedną z najpiękniejszych w Europie krytą ujeżdżalnię. Większość ogierów zabrano na festyn organizowany w mieście, ale i tak było co oglądać!. W drodze powrotnej zwiedziliśmy pobliską najstarszą w Polsce Palmiarnię. Wycieczka do Zamku KsiążNa początku trzeba było się posilić ciepłym obiadkiem, który można było zjeść w tutejszej kawiarni wśród przepychu pięknej zieleni. Każdy z nas otrzymał na pamiątkę po jednym kwiatku w doniczce. Nie będę więcej pisał bo wszystko to trzeba zobaczyć na własne oczy. Wycieczka ta była tak jakby podsumowaniem wszystkich takich wyjazdów w 2007r.
Wielkie podziękowania kierujemy do Pani Elżbiety Kot z biura pielgrzymkowo-turystycznego w Legnicy za współpracę z naszym Stowarzyszeniem.

Tekst: JAROSŁAW P.

29.10.2007
VI Dzień Integracji w Hotelu Qubus w Legnicy

VI Dzień Integracji Dnia 29 paĽdziernika zostaliśmy zaproszeni na uroczyste obchody "VI Dnia Integracji", które miało miejsce już po raz 6-sty, w tym po raz drugi w Hotelu Qubus w Legnicy. Na wstępie uczestników powitał Prezydent Legnicy Tadeusz Krzakowski, obecny był również Przewodniczący Rady Miejskiej Robert Kropiwnicki, oraz wiele innych osobistości z Legnicy.
Po wstępnym przywitaniu, zagrał dla nas popularny zespół "Obstawa Prezydenta". W między czasie były też liczne występy wokalne i pokazy artystyczne oraz taneczne, między innymi popisowy występ naszych legnickich specjalistów od tańca Break Dance, którzy z roku na rok mają do zaprezentowania coraz więcej, i trzymają wysoki poziom.
Stowarzyszenie "Nadzieja" z całego serca dziękuje organizatorom imprezy - panu Prezydentowi oraz Stowarzyszeniom "Jutrzenka" i "Persona" za zaproszenie nas na tą wspaniałą uroczystość.

VI Dzień Integracji VI Dzień Integracji VI Dzień Integracji VI Dzień Integracji

Autor: Sławomir Darczuk

13.10.2007
Spotkanie z muzyką - historia muzyki klasycznej Ludwiga Van Beethovena

Spotkanie z muzykąDnia 13 paĽdziernika zebraliśmy się w Domu Kultury "Atrium" w Legnicy aby wysłuchać ciekawie zorganizowanego spotkania muzycznego, w tym roku wyjątkowo poświęconego właśnie Ludwigowi Van Beethovenowi. Spotkanie to zostało przygotowane przez nasze szanowne, miłe i sympatyczne panie z Biblioteki Zbiorów Muzycznych w Legnicy. Chciałbym tutaj z tego miejsca przedstawić krótką biografię poświęconą naszemu głównemu bohaterowi tego spotkania:
Dzieciństwo i młodość
Pochodził z rodziny o korzeniach częściowo flamandzkich (należy pamiętać, że "van" przed nazwiskiem nie oznacza rodowodu szlacheckiego, tak jak niemieckie "von"). Najstarszym znanym jego przodkiem był Jan van Beethoven (ur. ~1485). Dziadek kompozytora, Ludwig senior (zm. 1773), przybył do Bonn w 1733 roku; w 1761 otrzymał posadę kapelmistrza (niem. Kapellmeister). Syn jego, a ojciec genialnego kompozytora - Johann van Beethoven - nie przejawiał już ani podobnego talentu, ani ambicji. Udało mu się jedynie wspiąć na stanowisko tenora w kapeli dworskiej. Ożenił się z Marią Magdaleną Keverich; małżeństwo to miało siedmioro dzieci, z których tylko troje doczekało dorosłości: najstarszy z nich to właśnie Ludwig, młodsi - Nikolaus Johann i Kaspar Karl. Bracia kompozytora nie byli utalentowani muzycznie.
Spotkanie z muzykąPierwszym nauczycielem muzyki Ludwiga był ojciec. Pod jego kierunkiem rozpoczął karierę pianisty w wieku 8 lat (pierwszy koncert Beethoven dał w Kolonii). Jednak z powodu ograniczonej wiedzy i talentu Johann zmuszony był wynajmować synowi nauczycieli. Najważniejszym z nich był niewątpliwie Christian Gottlob Neefe, który zaznajomił i rozkochał Beethovena w muzyce Jana Sebastiana Bacha. Bachowski cykl preludiów i fug "Das Wohltemperierte Klavier" Beethoven znał na pamięć.
W wieku siedemnastu lat (1787) skorzystał z okazji wyjazdu do Wiednia, wówczas stolicy muzyki i muzyków. Tam to, być może, spotkał się z samym Mozartem, który - wg anegdoty - zobaczył w nim "chłopca, który zadziwi niebawem cały świat". Niestety, choroba matki (suchoty) już po dwóch tygodniach zmusiła młodego kompozytora do powrotu.
Wiek dojrzały
Spotkanie z muzykąOd 1792 roku mieszkał już we Wiedniu na stałe, gdzie początkowo pobierał nauki u J.Haydna, J.Schenka, J.Albrechtsbergera, A. Salieriego, jednak z żadnego nauczyciela nie był zadowolony. Miał grono bogatych mecenasów i wielbicieli talentu, do których zaliczali się m.in.: ks. Lichnowsky, ks. Lobkowitz, ks. Razumowski, ks. Esterházy, hr. Waldstein. W latach 1796-1798 wystąpiły u Beethovena pierwsze objawy głuchoty. Postępująca choroba doprowadziła go niemal do samobójstwa, świadectwem zmagań Beethovena ze sobą samym jest słynny testament heiligenstadzki (Heiligenstädter Testament) (1802). Po kilku latach heroicznych zmagań, musiał w końcu całkowicie zaprzestać publicznych występów; poświęcił się wyłącznie pracy kompozytorskiej. Cieniem na jego życiu położyły się problemy materialne (nie zarabiał mało, ale bardzo nieregularnie) oraz kłopoty z wychowywaniem bratanka Karla, o opiekę nad którym zabiegał po śmierci swego brata Kaspara Karla (uważał, że wdowa po nim jest zbyt rozwiązła, by opiekować się synem). Mimo wielkiej miłości do bratanka, Beethoven był zupełnie nieprzygotowany do wychowania dziecka. Jeszcze przed rokiem 1819, z powodu całkowitej głuchoty, zmuszony był porozumiewać się z otoczeniem wyłącznie za pomocą tzw. zeszytów konwersacyjnych (Konversationshefte).
Ostatnie lata przyniosły dowody uznania: został członkiem szwedzkiej Akademii Nauk, od Ludwika XVIII otrzymał złoty medal za Mszę uroczystą (Missa Solemnis D-dur op.123). Zmarł 26 marca 1827 roku w Wiedniu. Wszelkie hipotezy i badania naukowe, na początku XXI wieku, wykazały że przyczyną zgonu było zatrucie organizmu ołowiem.

W czasie spotkania, towarzyszył nam słodki poczęstunek, była też szansa wykazania się znajomością wiedzy o słynnym muzyku, oprócz satysfakcji były również przewidziane nagrody za poprawne odpowiedzi. Najważniejsze że wszystkim impreza bardzo się podobała. Życzę to co zawsze bywa najlepsze w muzyce, a przede wszystkim wielu udanych imprez.

Tekst i foto: Sławomir Mermela. Przepisał i drobne poprawki poczynił: Sławomir Darczuk.

28.08.2007
Turnus rehabilitacyjny nad morzem - Dąbki 2007

Turnus rehabilitacyjny Pomału, dzień po dniu zbliżał się koniec wakacji, koniec wolności od obowiązków związanych ze szkołą itd. Dla uczniów którzy musieli się pogodzić z obowiązkiem powrotu w szkolne mury, był to koniec sielanki, a początek koszmaru i harówki. W lepszej sytuacji byli studenci, którzy mieli przed sobą wizję jeszcze jednego miesiąca wolnego on nauki i egzaminów. W jeszcze lepszej sytuacji od studiującej części społeczeństwa, byliśmy my, czyli Stowarzyszenie klubu "Nadzieja". Dla nas koniec wakacji, nie oznaczał powrotu w szkolne mury, czy na uczelnie, wręcz przeciwnie, przed nami rozciągała się wizja czysto sielska anielska. Kiedy każdy uczeń marzy o tym, żeby wakacje trwały jak najdłużej, my średnio co dwa lata wyczekujemy jak najszybciej ich końca. Bo kiedy dla uczniów zadzwoni pierwszy dzwonek, i na apelu wnoszą się standardy, my w tym czasie już od paru dni wygrzewamy się na plaży, delektując się słoneczkiem, nad naszym kochanym Bałtykiem.
Turnus rehabilitacyjny W tym roku wyjazd mieliśmy zaplanowany na dzień 28 września, naszą ostoją na te dwa tygodnie wypoczynku była miejscowość Dąbki, dom wczasowy Hutmen. Wyprawa z Legnicy na drugi koniec naszego kraju, trwała mniej więcej 10 godzin, plus wliczając w to postoje na wyprostowanie kości i złapanie oddechu przed dalszą jazdą. Na miejscu, po załatwieniu formalności w recepcji, zostaliśmy zakwaterowani w budynku B i każdy dostał klucze do swojego pokoju. Mieliśmy trochę czasu na zaaklimatyzowanie się w nowych warunkach, rozpakowanie naszych tobołków i na ogarnięcie się przed kolacją. O godzinie 18 zebraliśmy się pod stołówką, w licznym gronie, razem z innymi uczestnikami turnusu, w celu udania się na swój pierwszy posiłek w nowym miejscu. Na stołówce każdy dostał przydział do swojego stolika, w końcu jakiś porządek musiał być:). Wszystko było ładnie udekorowane, przystrojone, podane i na swoim miejscu. Nad porządkiem i dbałością o wczasowiczów, a raczej ich żołądkami, czuwały ładne i nienagannie prezentujące się kelnerki, które były zawsze uśmiechnięte, miłe i z chęcią służyły pomocą. No właśnie, ten uśmiech to chyba każdemu zapadł w pamięci, za każdym razem jak się wchodziło na posiłek, to wszystkie bez wyjątku się uśmiechały, i wtedy człowiek czuł się tam miło widziany, niby tak mało, a dawało tak wiele. Dzięki temu ja sam przyłapałem się na tym, że częściej uśmiechałem się do wszystkich, to było takie jakby zaraĽliwe, w dobrym tego słowa znaczeniu.
Turnus rehabilitacyjnyPo kolacji, każdy musiał się zgłosić do lekarza, żeby ten mógł mu przepisać zabiegi rehabilitacyjne. Do wyboru były różne konfiguracje, ja na przykład dostałem ćwiczenia na sali i tak zwaną kąpiel perełkową, chciałem jeszcze siłownię, ale to już była opcja płatna, jednorazowo kosztowało to 5 zł. za godzinę, można było też wykupić karnet, 5 wejść za 20 zł. Z tą siłownią to się wiąże jedna dość śmieszna historia. W pewnym momencie byłem nawet skłonny wykupić karnet na 5 wejść za te 20 zeta, ale jakoś to odkładałem na póĽniej. Pewnego dnia kolega zaproponował mi żeby poszedł z nim na tą siłkę, w celu oblukania co i jak tam jest. On sponsorował, to nie miałem się co zastanawiać:), umówiliśmy się tego dnia po obiedzie. Jak się póĽniej okazało, wyszło na to że dobrze zrobiłem, iż nie wykupiłem karnetu, w sumie było tam trochę sprzętu, jednak tak naprawdę nie było na czym ćwiczyć, posiedzieliśmy wtedy niecałą godzinkę i wyszliśmy. Podsumowując to już taki atlas do ćwiczenia z Reala jest bardziej funkcjonalny i wygodny. Skupiając się na tej historii odszedłem ciut od głównego tematu. Więc po kolacji, każdy starał się dostać do lekarza, trzeba było trochę nerwów i wytrwałości, osób było dużo i kolejka bardzo długa, ostanie osoby wychodziły z gabinetu nawet o godzinie 22. Tego dnia wszyscy byli zmęczeni długa podróżą, kto miał zaliczoną wizytę u lekarza, nie miał już nic innego do roboty, jak tylko położyć się spać, nabrać siły i wypocząć na następny dzień.
Turnus rehabilitacyjny Pobudka było około 7 rano, ja wstawałem zazwyczaj o 7:30, pół godzinki wystarczyło mi żeby się ogarnąć, ubrać i zdążyć na śniadanie, które było zaplanowane na godzinę 8:00, ponowne powitanie przez miłe i uśmiechnięte kelnerki, to jak widok promieni słońca, których było, nam tak bardzo brak. Po śniadaniu, mieliśmy zabiegi, dla dzieci przewidziane były w tym czasie różne konkursy, malowanki, oglądanie bajek na świetlicy itd., w sumie to tak luĽno czas był wypełniony aż do obiadu, który to był zaplanowany na godzinę 13:00. Po obiedzie każdy miał czas dla siebie, robił to co chciał, można tez było skorzystać z oferty proponowanej przez organizatorów, był między innymi, wyjazd do Darłówka, wycieczka statkiem "Milka" po jeziorze Bukowo, wyjazd do Ustki, połączony z rejsem po morzu. Ten ostatni nie wypalił, były niesprzyjające warunki na pływanie statkiem i w obawie o bezpieczeństwo, ta atrakcja została odwołana. W zamian było zwiedzanie pięknego miasta, jakim jest Ustka, jestem zdania że każde miasto ma swój niepowtarzalny klimat i urok, więc ta atrakcja była też bardzo atrakcyjna. Mi z tych wszystkich proponowanych atrakcji, najbardziej podobało się ognisko i pieczenie kiełbasek; już nie pamiętam w jaki dzień to wypadało, ale wyjątkowo trafiliśmy wtedy na bardzo ładną i ciepłą noc. Była też muzyka i tańce przy strzelającym diabełkami ogniu i ten niepowtarzalny klimat siedzenia przy przygasającym ogniu, po prostu bezcenne. W razie jak nie było przewidzianej żadnej atrakcji przez organizatorów, to do dyspozycji było boisko do koszykówki, siatkówki, tenisa, piłki nożnej oraz ping ponga na powietrzu. Dodatkowo koło kawiarenki, w bloku A, tez można było się trochę rozerwać, do naszej dyspozycji był podobnie jak na powietrzu stół do ping-ponga, dwa stoły z piłkarzykami, i stół do gry w bilarda. W sumie to ping-pong i bilard cieszyły się największym zainteresowaniem, kiedy na dworze była niesprzyjająca aura, tutaj właśnie można było sobie po rywalizować z chętną osobą do grania. Tak przyjemnie mijał nam czas do kolacji, czyli do godziny 18:00. Po ostatnim posiłku, chodziliśmy przeważnie na plażę, jak mieliśmy szczęście to mogliśmy podziwiać piękne zachody słońca. To jest takie romantyczne i niespotykane nigdzie indziej zjawisko, że dla samych tylko zachodów mógłbym się przeprowadzić na stałe nad morze. A tym bardziej że raptem trzy lub cztery razy było nam dane podziwiać ten wytwór natury i czułem lekki niedosyt z tego powodu. Mieliśmy tym razem kapryśną pogodę, większość dni była pochmurna i deszczowa, przez to właśnie są różne opinie wczasowiczów co do tego pobytu nad morzem. Jak nie było słońca, to można było podziwiać fale na wzburzonym morzu, trzeba było jednak, szczelnie zasłaniać się od wiejącego z dużą prędkością wiatru, który na plaży był bodajże 4 razy silniejszy niż tak normalnie na ośrodku. Zauważyłem że dużo osób chodziło na plażę żeby chlebem karmić mewy, ludzie rzucali im pokruszony chlebek, a co sprytniejsze łapały kawałki do dzioba w powietrzu, był to idealny moment żeby złapać niezłe ujęcie aparatem, co z nieukrywaną radością robiłem. Turnus rehabilitacyjny
Po powrocie na ośrodek, kiedy było już prawie ciemno, udawaliśmy się przeważnie do kawiarenki, żeby odreagować, przy złocistym trunku i dĽwiękach muzyki płynącej z głośnika. Dwa razy odbyły się też dancingi, przygrywał nam do zabawy zespół muzyczny, wtedy zabawa była już na całego, prawie nikt nie siedział przy stoliku, wszyscy wspaniale bawili się na parkiecie. Nawet nikt nie narzekał że jest ciut za mało miejsca, dawaliśmy sobie radę wspaniale się przy tym bawiąc, między przerwami zaś uzupełniając płyny, oczywiście trunkami bezalkoholowymi;). Tak beztrosko mijały nam dzień za dniem, raz było lepiej i cieplej, innym razem było gorzej, deszczowo i chłodno, po jakiś czterech dniach, każdy przyzwyczaił się do zmiennej pogody i jakoś nie było słychać narzekań, że zimno i leje. Wszak do wszystkiego można się przyzwyczaić, po jakimś czasie, nawet spacer na miasto w strugach deszczu nie był problemem, a zwłaszcza jak się szło do baru lub smażalni na pyszną rybkę, bo obiad był już odległym wspomnieniem, a do kolacji zostało jeszcze kawał czasu.
Podsumowując ten wyjazd, to nie było tak Ľle, żeby tylko pogoda dopisała to było by na pewno o wiele lepiej. W końcu każdy jedzie nad morze żeby złapać trochę słońca i opalić swoje ciało. W celu opalania na plaży byłem raz i trochę się przypiekłem, złapało mnie słoneczko, oj złapało, jednak zanim wróciłem do domu to już nic nie było widać i nie miałem się czym chwalić przed rodzinką i znajomymi. Niektórzy mówią, że jak raz się załapało na taką niesprzyjającą pogodę to póĽniej będzie już tylko lepiej, o tym jednak dane będzie się nam przekonać dopiero za dwa lata, kiedy to znowu nastanie nas czas na zasłużony wypoczynek i na wyjazdy na wakacje. Teraz kiedy pisze te słowa, to jest 19 września 2007 roku, mamy piękną ciepłą Polską złotą jesień, i korzystajmy z jej uroków ile się tylko da, łapmy ostatnie promienie słońca i zachowajmy do następnego lata.

Autor: Sławomir Darczuk

7.07.2007
Wycieczka do Niemiec

W dniu 7 lipca 2007 roku zebraliśmy się, w godzinach porannych, pod Bramą Głogowską w Legnicy, po to aby odbyć autokarową wycieczkę do wymarzonego celu. Po kilkugodzinnej podróży autokarem, przekroczenie granicy za odpowiednimi dokumentami nie sprawiło praktycznie żadnego problemu. Niemcy przywitały nas nietypową pogodą, jak na tę porę roku przystało.
Pierwszym celem naszej wycieczki było zabytkowe miasteczko założone na początku XIII wieku przez Słowian - terenów na wschód od Łaby i na nim powstał zamek warowny Stolpen, założony przez saksońskiego księcia Augusta. Po licznych przekształceniach i wzmiankach w XIX wieku, a dokładnie od 1874 roku stanowi muzeum.
Drugim celem naszej wycieczki było miasteczko Konigstein w wschodniej części, w strefie związkowej liczcej 4,5 tysiąca mieszkańców, zwanym Saksońską Szwajcarią. Na wzgórzu bazaltowym powstał zespół forteczny w XII wieku stanowiący liczne budowle począwszy od Gotyku aż po Klasyczny i Barokowy. Przede wszystkim zachwyciło mnie i wszystkich uczestników tej wycieczki jakość wykonania dróg i chodników oraz czytelność znaków drogowych.
Chcemy tu i z tego miejsca podziękować serdecznie za wspaniała wycieczkę zorganizowaną przez biuro podróży Elżbieta w Legnicy.

Tekst: Sławomir Mermela.

26.05.2007 Miłogostowice
IX Wiosna Niepełnosprawnych

Wiosna Niepełnosprawnych Dokładnie rok temu, na zakończenie sprawozdania ze spotkania z okazji dnia "Wiosny Niepełnosprawych" napisałem takie oto słowa: "Zakończenie zabawy nastąpiło o godzinie 17:00 i wszyscy spakowali się w drogę powrotną do domu mając nadzieję, że dane im będzie spotkać się tutaj znowu za rok." Rok, całe 12 miesięcy, to niby tak dużo, a czas ten zleciał w mgnieniu oka i ponownie nadeszła przez wszystkich oczekiwana wiosna, nastał miesiąc maj, ponownie zakwitły bzy, i po raz kolejny mieliśmy zaszczyt uczestniczyć w "Letniej Olimpiadzie", czy jak kto woli w "Wiośnie Niepełnosprawnych". W tym roku była ona organizowana już po raz ósmy z rzędu, jak to już jest w tradycji, spotkanie to odbywa się w pięknym otoczeniu leśnym w Miłogostowicach.
Wiosna Niepełnosprawnych 26 maja w piękną słoneczną sobotę o godzinie 10:00 nastąpiło oficjalne otwarcie "IX Wiosny Niepełnosprawnych", następnie powitano przybyłych na tę okazję gości, po czym przyszedł czas na występy artystyczne. A wystąpili:
1. Zespół "SZOK" z Domu Pomocy Społecznej w Legnickim Polu,
2. Zespół "Balbinki" z Zespołu Szkół Integracyjnych w Legnicy
3. ALL ANTICO z Chojnowa
Wiosna Niepełnosprawnych Po zakończeniu części powitalnej, przystąpiliśmy do konkurencji, udział brać można było w najróżniejszych dyscyplinach, nas natomiast interesowała głównie siatkówka. Ponieważ w tym roku przyjechaliśmy do Miłogostowic z jednym celem, po to aby zdobyć puchar za pierwsze miejsce w rozgrywkach w siatkówkę, inne dyscypliny nas za bardzo nie interesowały. A były między innymi: Turniej łuczniczy, Wieloboje sprawnościowe na torze przeszkód, Turniej szachowy, Piłkarzyki, Rowerowy tor przeszkód - rowery trójkołowe, Rzut do kosza, Rzut piłką lekarską, no i chyba najbardziej emocjonujący moment, finałowa gra w siatkę pomiędzy trzema drużynami.
O godzinie 12:30 wszyscy uczestnicy zawodów po ciężkich i wyczerpujących konkurencjach zaproszeni zostali przez organizatorów na tradycyjny na takiej imprezie poczęstunek. Do zaspokojenia swojego żołądka dostaliśmy pyszny bigos z dużą ilością kawałków kiełbaski i mięska, oraz dużą bułkę.
Wiosna Niepełnosprawnych Po przerwie posiłkowej, zostały rozdane nagrody. Nasza drużyna za zajęcie pierwszego miejsca z rozgrywkach w siatkówkę, dostała w nagrodę wielki puchar, oraz jeszcze większe brawa od publiczności. Nasza radość była wielka, a tym bardziej, że nie na marne poszło tyle godzin treningów na które chodziliśmy od paĽdziernika tamtego roku, do zespołu szkół integracyjnych numer 20 w Legnicy. Chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować dyrektorowi tej szkoły panu Sławomirowi Mateji za udostępnienie nam sali do treningów, cała drużyna jest panu niezmiernie wdzięczna. Zdobywając ten puchar mogliśmy się tym samym odpłacić za udostępnienie nam sali.
Wiosna Niepełnosprawnych Około godziny 16:00 dostaliśmy ponownie poczęstunek, tym razem była to parówka na gorąco, poczym wszyscy ruszyli przy dĽwiękach muzyki spalić spożyte przed chwilą kalorie. W takiej miłej i sympatycznej atmosferze bawiliśmy się do godziny 17:00. Na tę godzinę zaplanowane zostało zakończenie owego spotkania z okazji "Wiosny Niepełnosprawnych". Z uśmiechem zadowolenia na twarzy i głową pełną nowych wrażeń ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Celem imprezy była popularyzacja rekreacji sportu, turystyki, aktywnego wypoczynku na świeżym powietrzu, nawiązanie przyjaznych kontaktów między zawodnikami i ich rodzinami, a przede wszystkim czerpanie radości z kontaktów z innymi osobami niezależnie od ich sprawności tak fizycznej, jak i intelektualnej.
Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Przyjaciół "Nadzieja" w Legnicy, pragnie gorąco podziękować osobom, które się przyczyniły do tego, że mogliśmy brać udział w tym spotkaniu.

Tekst: Sławomir Darczuk

20.04.2007
Mecz siatkówki

Mecz siatkówki

Od kiedy sięgam pamięcią, uświadamiam sobie że jakoś nigdy nie przepadałem za siatkówką. Ba!! Ja nie jestem fanem żadnej "piłki", czy to nożnej, czy ręcznej, jedyne co mnie trochę pociągało, to była koszykówka. To pewnie dla tego, że jest to z założenia sport czarnych, a ja swego czasu lubowałem się w klimatach Hip Hopu, Rapu i tym podobnych, no i w kosza też nieraz lubię sobie pograć. OK., zostawmy tą koszykówkę i te czarne klimaty w spokoju, to nie o tym ma być. Moim tematem na dzisiaj jest siatkówka, która od pewnego czasu cieszy się coraz większa popularnością i jest uprawiana przez coraz więcej osób w różnym wieku. Niebagatelny wpływ na to ma, jak się można domyślać, zdobycie przez reprezentację Polski drugiego miejsca w Mistrzostwach ¦wiata w tej właśnie dyscyplinie.
Mecz siatkówki W porządku, wstęp mamy z głowy, teraz przejdę to tytułowego gwoĽdzia programu. Jak już napisałem w tytule będzie nim mecz siatkówki który został rozegrany w Legnicy, jednej ze szkół Ogólnokształcących a mianowicie w szkole Ogólnokształcącej numer V. Spotkanie to odbyło się 20 kwietnia, 2007 roku o godzinie 12:00, na sali gimnastycznej w tej właśnie szkole. Do pojedynku stanęli uczniowie tej szkoły, przeciwko sobie mieli absolwentów tejże szkoły. Pierwszego seta wygrali, minimalną różnicą punktów, uczniowie, czyli inaczej gospodarze tej imprezy 25:23. Pięć minut przerwy, zamiana miejscami, i przechodzimy do drugiego seta, tu już nie było tak kolorowo, tym razem wygrana, muszę zaznaczyć że bardzo widoczna należała do Absolwentów, wynik był bowiem 25:16. Tu nastąpiła trochę większa przerwa, ponad 10 minut, niektórzy uczniowie poszli na lekcje, a reszta która była już po lekcjach, została żeby dopingować swoją drużynę. Następny, czyli już trzeci set ponownie wygrali Absolwenci, z widoczną przewagą punktów 18:25. W tym momencie pewnie każdy myślał że czwarty set wygrają uczniowie i będzie remis, a co za tym idzie, doszło by do piątego, decydującego starcia. Ja też miałem taką właśnie nadzieję, niemal do samego końca, jednak dla uczniów, rzeczywistość okazała się trochę mniej kolorowa. Tak samo jak poprzednie dwa sety, tym razem też wygrali Absolwenci, ponownie z przewagą punktów 19:25, i tym samym wygrali ten mecz, przewagą setów 3 do 1. Po zakończeniu wyczerpujących zmagań, zawodnicy z drużyny Absolwentów, razem z Dyrektorem szkoły, zaprosili nas, czyli osoby ze Stowarzyszenia "Nadzieja", na mały poczęstunek w postaci tortu, i do wspólnego zdjęcia. Na początku zrobiliśmy sobie zdjęcie z zawodnikami obu drużyn, a po chwili przystąpiliśmy do pałaszowania pysznego tortu.
Na koniec pragnę podziękować osobom dzięki którym zostaliśmy zaproszeni na ten niezwykle ciekawy mecz siatkówki, a zawodnikom obu drużyn za profesjonalną i niezwykle widowiskową grę. Mi osobiście ten mecz się bardzo podobał, myślę że jeszcze kiedyś będzie okazja na podobne przeżycia i emocje, jakie towarzyszyły mi podczas tego wstępu, oglądać coś podobnego na żywo, to jest zupełnie inna bajka niż na szklanym ekranie, a tym bardziej że to było specjalnie dla nas zorganizowane. Szkoda że tak mało osób od nas było, mam tylko nadzieję że jak będzie coś podobnego następnym razem, to będzie nasz, czyli "Nadzieji" więcej, a może nawet cały Klub.

Tekst i foto: Sławomir Darczuk.

14.04.2007
Spotkanie z okazji Wielkanocy

Wielkanoc

Dla naszych przodków Wielkanoc była świętem wiosny - triumfu życia. Dlatego do koszyczka obok chleba, wody i soli wkładamy też kurczaczka, zajączka i baranka. Zwierzęta te mają symbolizować życie, odrodzenie i oczyszczenie. Jajko to symbol początku, Ľródła. Z niego wykluwa się pisklę - nowe życie. Jajko i kurczak to symbol budzącej się do życia przyrody, ale również obraz Chrystusa, który przecierpiał w ludzkim ciele śmierć, a następnie pokonał ją swoim zmartwychwstaniem. Zając jest symbolem płodności, w religii chrześcijańskiej zając jest przykładem bezinteresownej gotowości do ofiary. A w języku starogreckim na określenie zająca używa się słowa "lagos", które w chrześcijaństwie oznacza "Słowo Boże".
W chrześcijaństwie baranek Boży to Chrystus, który przyjął na siebie winy ludzi. Stał się wybawicielem, by odciążyć ich od grzechów. Podczas Wielkanocy zwierzę to symbolizuje więc mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Mówi się też, że zaplątany w krzakach baranek, to obraz ukoronowania cierniem lub ukrzyżowania.
My swoje "śniadanie Wielkanocne" mieliśmy 14 kwietnia w sobotę. Na początku odmówiliśmy modlitwę, a następnie przystąpiliśmy do skromnego, ale smacznego poczęstunku, było tradycyjne dzielenie się jajkiem. Na naszym stole pojawiły się też słodkości pod postacią różnych wybornych ciast, dzięki uprzejmości sponsorów i ludzi dobrej woli, którzy się przyczynili do tego, że to nasze spotkanie mogło się odbyć. Stowarzyszenie "Nadzieja" z całego serca dziękuje i jest bardzo wdzięczna osobom, które w najmniejszym stopniu wspomogły nas i nie były obojętne na nasze potrzeby. To dzięki Wam, nasze spotkanie miało szanse dojść do skutku i mogliśmy się spotkać w naszym gronie dzieląc się tradycyjnie jakiem. Słowa tego nie wyrażą, jak bardzo jesteśmy wdzięczni.

Tekst: Sławomir Darczuk. Foto: Sławomir Mermela.

10.02.2007
Zabawa karnawałowo-walentynkowa

Karnawał

Zawsze po nowym roku jest okres Karnawału, jest to czas do zabaw i szaleństw w gronie znajomych, lub po prostu z przypadkowymi osobami gdzieś na imprezie. Uwieńczeniem tego zabawowego okresu są tak zwane Ostatki, po których następuje okres Postu. My w kalendarzu swoich imprez, też mamy takie ostatki, a mówiąc dobitniej, to obchodzimy tak zwany "Bal Karnawałowo - Walentynkowy". Wypada on przeważnie tydzień przed prawdziwymi ostatkami, w tym roku wypadało to 10 lutego, i tym samym cztery dni przed Walentynkami.
Bal odbył się w DK Artium, jak większość naszych imprez. Zabawa odbywała się na głównej, dużej sali, a poczęstunek jak zwykle był w mniejszej sali tuż obok. Jeśli jesteśmy już przy poczęstunku, to było standardowo, ciasteczka, kawa, herbatka ewentualnie napoje, jak ktoś miał ochotę to były tez cukierki. O część muzyczną, zadbali tym razem specjalnie do tego celu zaproszeni dwaj chłopcy, którzy obsługiwali sprzęt i puszczali nam muzykę. W tym roku dominowała muzyka Disco Polo, przy której widać było, że ludzie się najlepiej bawią, i która według niektórych ponownie wraca do mody. Karnawał Leciały więc takie przeboje, jak "Jesteś szalona", "Wolność", "Kochana uwierz mi", a po skończonym kawałku wszyscy jednogłośnie krzyczeli "Bis, bis bis". Jak się można łatwo domyśleć, większość przebojów leciała podczas tego Balu niejednokrotnie i nikt nie miał dość i nie narzekał że mu się dana piosenka już znudziła. W międzyczasie, był też jeden bardzo fajny konkurs, zasady były proste, stało się w wielkim kole i grała muzyka, każdy każdemu przekazywał z ręki do ręki worek z sekretną zawartością, jak muzyka ucichła, osoba która została z workiem w ręku, musiała wylosować jeden przedmiot z trzymanego właśnie w swoich rękach wora. A rzeczy były różne i przy tym było kupę śmiech, bo to co się wylosowało, trzeba było nałożyć na siebie. Powiedzmy, że ktoś wylosował spódnice albo biustonosz i musiał założyć na siebie, a na koniec konkursu zatańczyć tak przebrany przed publicznością. Było bardzo wesoło i zabawnie.
Impreza jak zawsze trwała do godziny 20, a potem wszyscy bez pośpiechu i w spokoju udali się do swoich domów. Przed nami teraz długi okres Postu i wyczekiwania do ¦wiąt Wielkanocnych.
Na zakończenie chciałbym zabrać głos w jednej sprawie, a raczej zrobić taki apel, żeby na następne takie imprezy przychodziło więcej klubowiczów, bo teraz było fajnie, ale jednak widać było, że coraz mniej ludzi przychodzi na takie zabawy, a póĽniej na zebraniach niektórzy narzekają, że jest mało zabaw itd. Tym oto optymistycznym apelem zakończę opis superowego balu karnawałowo-walentynkowego.

Autor tekstu: Sławomir Darczuk